Uchi No Otouto Maji De Dekain Dakedo Mi Ni Konai
Okej, posłuchajcie. Wszyscy mamy swoje dziwne guilty pleasures, prawda? Moje to... mangi. A konkretnie, seria o tytule Uchi No Otouto Maji De Dekain Dakedo Mi Ni Konai. Spróbujcie to wymówić pięć razy szybko! (Podpowiedź: "Mój młodszy brat jest naprawdę duży, ale nie przychodzi mnie zobaczyć").
Braciszku, gdzie jesteś?
Zacznijmy od podstaw. Główna bohaterka, powiedzmy... Hana, ma brata. Brata, który, jak sugeruje tytuł, jest *naprawdę* duży. Dosłownie! Mówimy tu o gigantycznych rozmiarach, coś jak... Godzilla, ale zamiast niszczyć Tokio, unika wizyt u swojej siostry.
I tu zaczyna się cała zabawa! Hana kocha swojego brata, mimo jego "drobnego" problemu z gabarytami. Stara się go do siebie zaprosić, ale, no cóż, wyobraźcie sobie próbę wepchnięcia olbrzyma do zwykłego mieszkania. To jak próba zaparkowania tankowca w fontannie!
Cała historia kręci się wokół absurdalnych sytuacji, w których Hana próbuje skontaktować się z bratem. Wysyła mu gigantyczne paczki z jedzeniem (pomyślcie o paletach ramen!), zostawia wiadomości na billboardach, a nawet próbuje zamówić specjalny helikopter, żeby go przetransportować. Bezskutecznie! Braciszek ciągle znajduje wymówki.
Absurd goni absurd
Co sprawia, że ta manga jest tak wciągająca? Po pierwsze, humor! Autorzy bezlitośnie eksploatują komiczny potencjał sytuacji. Wyobraźcie sobie tylko reakcję listonosza, który musi dostarczyć przesyłkę dla "brata Hany"... Albo scenę, w której Hana próbuje uszyć mu skarpetki (potrzeba by na to chyba całego stadionu!).
Po drugie, mimo całej absurdalności, kryje się tu coś... uroczego. Hana naprawdę kocha swojego brata. I to widać. Jej desperackie próby nawiązania kontaktu są w pewien sposób wzruszające. Zastanawiasz się, dlaczego on jej unika? Co go trapi?
Może to lęk przed tym, że jest inny? Może wstydzi się swoich rozmiarów? A może po prostu ma bałagan w swoim gigantycznym mieszkaniu i nie chce, żeby Hana go zobaczyła? (To ostatnie jest równie prawdopodobne co wszystko inne!).
Uchi No Otouto Maji De Dekain Dakedo Mi Ni Konai to idealna lektura, jeśli szukacie czegoś lekkiego, zabawnego i odrobinę... dziwnego. To historia o rodzeństwie, akceptacji i o tym, że czasem kochać kogoś to znaczy kochać go pomimo jego... ogromnych rozmiarów. Albo może właśnie dzięki nim?
"Kocham cię braciszku, nawet jeśli muszę wynająć dźwig, żeby cię zobaczyć!" - Prawdopodobnie Hana, kiedyś.
Koniecznie sprawdźcie, jeśli macie ochotę na dawkę pozytywnej energii i solidną porcję śmiechu. I nie zapomnijcie nauczyć się tego tytułu! Przyda się na imprezach!
P.S. Podejrzewam, że gdzieś tam w tle, w tej całej historii, kryje się głębsza metafora... Ale szczerze? Wolę nie wnikać. Czasami po prostu chcę się pośmiać z gigantycznego brata unikającego wizyt u siostry. I to jest okej!
