Szkoła Podstawowa Nr 184 Im L Waryńskiego

Ok, słuchajcie. Muszę to z siebie wyrzucić. Mam pewną… opinię. Kontrowersyjną. Dotyczącą pewnej szkoły. Tak, mówię o Szkole Podstawowej Nr 184 Im. L. Waryńskiego. Powiedziałam to!
Czy tylko ja...?
Czy tylko ja uważam, że budynek tej szkoły miał w sobie coś… intrygującego? Może to tylko ja, ale zawsze mi się wydawało, że wygląda jak tajna baza superbohaterów. Serio! Te okna, te korytarze… Tylko peleryny brakowało!
Te wspomnienia...
Pamiętam te poranki. Bieganina na przerwach. Kanapki z serem, które zawsze lądowały na podłodze. I te epickie bitwy na śnieżki w zimie. Czy tylko ja miałam wrażenie, że to był jakiś inny świat? Świat, w którym najważniejsze było, żeby Janek oddał mi moją gumkę do mazania? Poważnie, Janek, do dziś ci tego nie zapomniałam!
Ach, i te apele! Kto pamięta apele? Wiecie, te chwile grozy, kiedy dyrektor mówił coś o odpowiedzialności, a ty zastanawiałeś się, czy zdążysz na kolejną przerwę, żeby ukraść Kasi ostatnią frytkę. Klasyka!
I nie zapominajmy o nauczycielach! No dobra, niektóre lekcje były… umówmy się… wyzwaniem. Ale czy tylko ja uważam, że niektórzy nauczyciele z "Waryńskiego" byli jak postacie z bajek? Taka Pani od polskiego – zawsze z uśmiechem, jakby w ogóle nie przeszkadzało jej, że znowu nie przeczytałeś lektury. A Pan od matematyki? Mistrz cierpliwości! Jak on to robił, że tłumaczył nam te ułamki dziesiątki razy i wciąż się nie poddawał? Szacun!
Unpopular Opinion
Moja unpopular opinion jest taka: ta szkoła, z całym jej chaosem, gwarem i wspomnieniami o niedojedzonych kanapkach, była… całkiem fajna. Może to sentyment, może tęsknota za czasami, kiedy największym problemem było, czy Staś da mi swoją naklejkę z piłkarzem. Ale naprawdę, Szkoła Podstawowa Nr 184 miała w sobie coś wyjątkowego.
Może i nie była idealna. Może i czasem wolałam zostać w domu i oglądać bajki. Ale to właśnie tam nauczyłam się czytać, pisać i… kraść frytki Kasi (przepraszam, Kasia!). To tam zawiązałam przyjaźnie, które trwają do dziś. I to tam, prawdopodobnie, zaraziłam się przekonaniem, że świat jest jednak całkiem spoko miejscem. Nawet, jeśli trzeba rano wstać i iść do szkoły.
Więc tak. To moja opinia. Może się z nią nie zgadzać. Ale dla mnie, Szkoła Podstawowa Nr 184 Im. L. Waryńskiego zawsze będzie miała specjalne miejsce w sercu. I kto wie, może kiedyś, jak już będę bardzo, bardzo stara, wrócę tam i poproszę o frytkę. Kasi oczywiście. Jeśli jeszcze będzie miała.
I na koniec... Czy tylko ja pamiętam tę legendarną kanapkę z pasztetową, która leżała pod kaloryferem w sali od biologii przez cały semestr? To była jakaś forma sztuki nowoczesnej, czy co?




