Sprawdzian Z Angielskiego Klasa 4 My Home

Pamiętacie *ten* moment? Gorączka przed sprawdzianem, nerwowe wertowanie zeszytów i próby zapamiętania, gdzie do cholery stoi kanapa w angielskim salonie? No właśnie! "Sprawdzian z Angielskiego Klasa 4 My Home". Samo wspomnienie wywołuje uśmiech, prawda?
Witajcie w moim (angielskim) domu!
Dla czwartoklasisty, perspektywa opisywania swojego domu po angielsku to nie lada wyzwanie. "This is my room." – to brzmi zbyt prosto. Ale "This is my room, where I sometimes hide from my little sister who tries to steal my LEGOs!" – to już jest historia! Problem zaczynał się, gdy trzeba było nazwać wszystkie meble. "What's this thing that mom puts flowers on?" – "Eeee... a flower-thing-place?"
Nagle okazywało się, że te wszystkie "armchairs", "wardrobes" i "coffee tables" to jakaś obca cywilizacja. Ale za to, jak dumni byliśmy, gdy udało się wymówić "refrigerator" bez zająknięcia! To był mały sukces na drodze do opanowania angielskiego języka.
Przygody z Furniture-Monster
W pamięci zapadają też kartkówki, gdzie trzeba było rozpoznać przedmioty na obrazkach. Pamiętam, jak kolega uparcie nazywał "bookshelf" – "furniture-monster". Wyobraźcie sobie minę nauczycielki! Potem pół klasy rysowało potworki w swoich zeszytach. Okazało się, że angielski może być zabawny, nawet podczas sprawdzianu. A "furniture-monster" stał się naszym wewnętrznym żartem.
Największe rozczarowanie? Kiedy okazało się, że nasz pies, Rex, nie jest "dog", tylko "a lazy dog" siedzący na "the very comfy sofa". Nagle perspektywa sprawdzianu zamieniła się w okazję do obserwacji własnego otoczenia. Zaczęliśmy zauważać detale, których wcześniej nie widzieliśmy. Kolor zasłon, fakturę dywanu... i to, ile sierści zostawia Rex na tej "comfy sofa".
"My house is a mess, but it's my mess!" - to hasło mogłoby idealnie podsumować nasze ówczesne podejście do tematu.
Nie zapominajmy o rysunkach! Narysowanie swojego domu to kolejna level w sprawdzianie. Krzywe ściany, okna wyglądające jak oczy zaskoczonego kota i komin, z którego unosi się dym w kształcie serca. Każdy rysunek był unikalny, tak jak nasze domy. A ocena nauczyciela? Zwykle bardzo wyrozumiała. Liczył się pomysł i próba opisu, a nie perfekcyjna perspektywa.
Dziś, po latach, kiedy słyszę "My Home" po angielsku, od razu widzę te krzywe rysunki, "furniture-monster" i mojego leniwego psa na "comfy sofa". To nie tylko sprawdzian. To wspomnienie o beztroskich czasach, pierwszych krokach w nauce języka i o tym, że nawet najprostsze zadanie może stać się przygodą. I wiecie co? Nadal nie wiem, jak po angielsku nazwać to "flower-thing-place". Chyba po prostu powiem "vase". Brzmi bardziej elegancko, prawda?






