Program Nauczania Zintegrowanego Nowa Era

Pamiętacie lata wczesnoszkolne? Kolorowe kredki, klej, nożyczki i… Program Nauczania Zintegrowanego Nowa Era. Brzmi jak nazwa jakiejś tajnej operacji, prawda? A to tylko niewinna (pozornie!) metoda edukacji.
Zintegrowane, czyli… co właściwie?
Teoretycznie chodziło o to, żeby wszystko było ze sobą połączone. Matematyka z polskim, plastyka z muzyką… No, powiedzmy sobie szczerze, czasem wychodziło to trochę na siłę. Pamiętam te tematy tygodniowe. Jeden tydzień o pszczołach, drugi o kosmosie. I wszystko, absolutnie wszystko, musiało się kręcić wokół tego tematu. Pisanie, liczenie, malowanie… Do końca tygodnia miałem dosyć kosmosu albo pszczół na całe życie! Czy to nie brzmi znajomo?
"Praca w grupach" - ulubiony koszmar wszystkich introwertyków.
O nie, tylko nie to! Teoretycznie wspaniały pomysł na naukę współpracy. W praktyce: jedna osoba robi wszystko, a reszta się obija, albo kłóci o to, kto ma pomalować słońce na fioletowo. Pamiętam, że w takich grupach zawsze była ta jedna osoba, która naprawdę próbowała coś zdziałać. Szacun dla nich! (Ja zwykle nie byłem jedną z nich… 🤫)
"Nauka przez zabawę!" – hasło przewodnie programu. Tylko czy zawsze było zabawnie? 🤔
Nie powiem, były też fajne rzeczy. Wycieczki, przedstawienia, no i ta satysfakcja, kiedy w końcu udało się skleić model Układu Słonecznego (który i tak zaraz się rozpadł). Ale czy to wszystko nie było troszeczkę… przegadane? Czy nie poświęcaliśmy zbyt dużo czasu na kolorowanie i wycinanie, a za mało na faktyczne uczenie się? To moja zupełnie subiektywna opinia!
Kolorowe podręczniki – raj dla oka, piekło dla portfela rodziców?
Nowa Era słynęła z pięknych, kolorowych podręczników. Serio, niektóre wyglądały jak albumy ze sztuką! Tylko te ceny… Rodzice pewnie do dziś mają koszmary, kiedy myślą o wyprawce szkolnej. A podręczniki zmieniały się co roku! Człowiek ledwo co napisał w jednym, a już trzeba było kupować nowy. Sprytne, nie powiem. Ale czy naprawdę konieczne?
Zresztą, czy kolorowe obrazki naprawdę sprawiają, że wiedza lepiej wchodzi do głowy? Nie jestem pewien. Pamiętam, że bardziej skupiałem się na rysunkach niż na treści. Może jestem wyjątkiem. A może… no właśnie, może nie?
Czy program zintegrowany to zło wcielone? Absolutnie nie!
Były w nim dobre intencje i na pewno wiele dzieci skorzystało z niego. Ale czy był idealny? No, umówmy się, nic nie jest idealne. Moim zdaniem troszeczkę przesadzono z tą "integracją" i "zabawą". Trochę więcej konkretów by nie zaszkodziło. Ale hej, przynajmniej mam co wspominać z rozrzewnieniem (i lekkim uśmiechem politowania).
A Wy jak wspominacie Nową Erę? Też macie podobne odczucia? Podzielcie się swoimi wspomnieniami! Ciekawe, czy jestem w tym osamotniony…





