Podsumowanie Diagnozy Gotowości Szkolnej Mac

Czy was też ogarnia lekkie szaleństwo, gdy słyszycie te słowa: "Diagnoza Gotowości Szkolnej Mac"? No dobra, może szaleństwo to za dużo powiedziane… Może lekkie drżenie powieki? Rozumiem, przecież to poważna sprawa. Dziecko idzie do szkoły! Ważny moment. Ale czy na pewno potrzebujemy aż takiej pompy?
Czary Mary, Gotowość Szkolna!
Wyobraźcie sobie: siedzicie w poczekalni u specjalisty. W ręku trzymacie (lekko pogniecioną) kolorowankę, którą wasz maluch z takim zapałem (przez 3 minuty) wypełniał kredkami. W głowie kołaczą się pytania: Czy rozpoznaje wszystkie literki? A cyferki? A kolory? Ojej, a figury geometryczne?
Wchodzi Pani Specjalistka. Uśmiecha się miło. Rozpoczyna się "test". Dziecko przez godzinę, w stresującej atmosferze, próbuje pokazać wszystko, czego się nauczyło. Albo i nie, bo akurat ma gorszy dzień. Albo wstydzi się obcej osoby. Albo po prostu woli teraz rysować dinozaury.
Moja (Być Może Niepopularna) Opinia
I wiecie co? Mam wrażenie, że cała ta Diagnoza Gotowości Szkolnej to czasem trochę taki… teatr. OK, rozumiem, że chodzi o to, żeby sprawdzić, czy dziecko jest na odpowiednim poziomie rozwoju. Ale czy naprawdę potrzebujemy do tego formalnego testu? Czy obserwacja dziecka w codziennych sytuacjach, w zabawie, w domu, nie mówi nam wystarczająco dużo?
No dobra, przyznaję, może trochę przesadzam. Pewnie są dzieci, dla których taka diagnoza jest naprawdę pomocna. Dla rodziców, którzy mają jakieś obawy, to może być uspokajające. Ale tak szczerze, ile razy słyszeliście o dziecku, które nie poszło do szkoły, bo "nie zdało" testu gotowości szkolnej? No właśnie.
Moim zdaniem, ważniejsze od zapamiętywania literek i cyferek, jest to, czy dziecko potrafi się bawić z innymi, czy umie słuchać, czy jest ciekawe świata. A tego żaden test nie sprawdzi.
Spokojnie, to tylko szkoła!
Pamiętajcie, droga Mamo, drogi Tato: Wasze dziecko jest super. Niezależnie od wyniku testu. Szkoła to dopiero początek przygody. Dajcie mu czas i przestrzeń do rozwoju. A zamiast stresować się diagnozą, poczytajcie razem książkę, pobawcie się w chowanego, albo po prostu popatrzcie na chmury.
W końcu, jak to mawiała
Babcia: "Grunt to uśmiech i dobre chęci!"I wiecie co? Chyba miała rację. A całą Diagnozę Gotowości Szkolnej Mac możemy potraktować… no cóż… z lekkim przymrużeniem oka. Przynajmniej ja tak robię. I jakoś żyję! (A moje dziecko też, całkiem nieźle, radzi sobie w szkole, mimo że pewnie na "teście gotowości" wolałby rysować dinozaury).







