Padme Amidala Revenge Of The Sith
Padme w Zemście Sithów: Serio?
No dobra, przyznaję. Mam pewne... przemyślenia na temat Padmé Amidali w Zemście Sithów. I wiecie co? Chyba się z nimi nie kryję. To będzie taki tekst, że albo się zgodzicie, albo rzucicie we mnie poduszką. Ale ostrzegam, poduszka musi być miękka!
Czy ona tam w ogóle coś robi?
Poważnie. Przez większość filmu Padmé wygląda, jakby czekała na autobus, który nigdy nie przyjedzie. Jest smutna, zamyślona i... no właśnie, i co jeszcze? Martwi się o Anakina. Rozumiem, miłość. Ale czy to wszystko? Czy naprawdę jej rola sprowadza się do patrzenia w okno i bycia smutną?
No dobra, trochę przesadzam. Próbuje rozmawiać z Anakinem. Ale te rozmowy... Brzmią trochę jak sceny z opery mydlanej, prawda? "Anakin, nie idź! Zostań! Zmienisz się!". I on, oczywiście, nie słucha. Klasyka.
Czy Padmé mogła zrobić coś więcej?
Okej, wiem, że była w ciąży i martwiła się o Republikę. Ale czy nie mogła... No nie wiem, zebrać delegacji senatorów i spróbować powstrzymać Palpatine'a? Albo chociaż podjąć bardziej stanowczą rozmowę z Anakinem? Może zaserwować mu ultimatum? "Albo ja, albo ciemna strona mocy!". Tak, wiem, to brzmi głupio. Ale hej, próbuję tu coś wymyślić!
A może to wszystko jest po prostu zamierzone? Może twórcy chcieli pokazać, jak bezsilna jest jednostka wobec machiny politycznej i osobistych demonów? Może... Nie, chyba jednak nie. Chyba po prostu zapomnieli, że Padmé była kiedyś zaradną królową Naboo i senator Republiki.
A co z jej śmiercią?
No i dochodzimy do sedna. "Umarła z żalu". Serio? Żal to straszna rzecz, ale czy naprawdę może zabić? Ja rozumiem złamane serce, ale to brzmi trochę... wygodnie dla scenarzystów. "O, nie wiemy jak ją uśmiercić? To niech umrze z żalu!".
Pamiętajcie, to tylko moje zdanie. Możliwe, że Padmé w Zemście Sithów to głęboka, pełna niuansów postać, którą po prostu nie rozumiem. Ale wiecie co? Jakoś mi to nie przeszkadza.
Może po prostu oczekiwałam zbyt wiele?
Może tak. Może chciałam zobaczyć Padmé w roli superbohaterki, walczącej o demokrację do samego końca. A dostałam... no, dostałam to, co dostałam. Trochę smutku, trochę rozmów i trochę patrzenia w okno.
Podsumowując, kocham Gwiezdne Wojny, kocham Padmé. Ale w Zemście Sithów... no cóż, chyba się nie polubiliśmy. Mam nadzieję, że nie zostanę zlinczowana za te herezje. No dobra, rzucajcie tymi poduszkami! Tylko pamiętajcie, miękkie!
P.S. I żeby nie było, to Anakin jest głównym winowajcą całego zamieszania. Ale o tym to już innym razem. 😉
