Nowoczesny Sprzęt Na Co Dzień Prezentacja
Wiesz co? Patrząc na ten cały nowoczesny sprzęt, który nas otacza każdego dnia, czasem mam wrażenie, że żyjemy w komedii science-fiction. Tylko bez potworów z kosmosu (przynajmniej na razie!). Mam na myśli te wszystkie gadżety, które niby ułatwiają nam życie, a czasem... no cóż, same potrzebują instrukcji obsługi napisanej w hieroglifach.
Czajnik, co myśli, i toster z ambicjami
Weźmy takiego czajnika. Kiedyś to było proste: wlewasz wodę, pstrykasz i czekasz. Teraz? Teraz mamy czajniki z wyświetlaczami, które informują o temperaturze wody (jakby to było aż tak ważne, czy herbata zaparzy się w 95, czy w 98 stopniach!) i potrafią się włączyć zdalnie, z poziomu smartfona. Po co? Żeby zdążyć wstać z łóżka i dojść do kuchni, zanim woda wystygnie? Logiczne! A toster? Toster to już w ogóle szaleństwo. Nie dość, że opieka kromki na brązowo, to jeszcze ma wbudowane programy do opiekania bajgli, muffinów i Bóg wie czego jeszcze. I pamiętaj, żeby wybrać odpowiedni program, bo inaczej bułka skończy jako zwęglony węgiel!
Ale nie mówmy tylko o kuchni! Bo w łazience też się dzieje. Szczoteczka do zębów, która mierzy siłę nacisku i informuje o niedoczyszczonych miejscach? Super sprawa, pod warunkiem, że po wszystkim nie czujesz się jakbyś oblał test z higieny jamy ustnej. I jeszcze ta waga, która analizuje skład ciała i wkrótce pewnie zacznie nas krytykować za zjedzenie kawałka tortu. Na szczęście jeszcze nie mówi.
Robot-odkurzacz – sprzątacz z charakterem
Najbardziej lubię jednak roboty-odkurzacze. To takie małe, okrągłe stwory, które jeżdżą po domu i wciągają kurz. Brzmi fajnie, prawda? Tylko, że one mają tendencję do wpadania w najmniej spodziewane miejsca. Ostatnio nasz *Robert* (tak go nazwaliśmy) utknął pod kanapą, gdzie odnaleźliśmy go dopiero po trzech dniach, w towarzystwie zagubionych skarpetek i kłębków kurzu. Wyglądał na bardzo zawiedzionego swoim losem. Ale sprząta całkiem nieźle, trzeba mu to oddać. Chociaż czasem mam wrażenie, że robi to po to, żeby nam dokuczyć, a nie żeby posprzątać.
„To taki mały, elektroniczny terrorysta w służbie czystości!" - mówi moja żona o Robercie.
I te wszystkie inteligentne asystenty! Mówisz do niej "Hej, *Asystentko*", a ona robi... no, różnie to bywa. Czasem włączy muzykę, czasem ustawi alarm, a czasem odpowie coś zupełnie od czapy, na przykład "Nie rozumiem, czy chcesz wiedzieć, jak zrobić jajecznicę?". Człowiek próbuje być nowoczesny, a kończy się na rozmowie z głupią skrzynką.
Podsumowując, ten cały nowoczesny sprzęt to niezła zabawa. Owszem, czasem bywa irytujący i niezrozumiały, ale przeważnie jest... interesujący. I choćby po to, żeby mieć o czym opowiadać znajomym przy kawie. A jak nie, to zawsze można wrócić do tradycyjnego czajnika i ręcznego odkurzacza. W końcu czasami mniej znaczy więcej.

