Nikolaj Coster Waldau Gods Of Egypt
Czy tylko ja uważam, że Nikolaj Coster-Waldau był najjaśniejszym punktem filmu "Bogowie Egiptu"?
Wiem, wiem. "Bogowie Egiptu" nie jest arcydziełem kinematografii. Ba! Raczej uchodzi za widowisko, które lepiej oglądać z przymrużeniem oka i popcornem. Ale posłuchajcie mnie!
Jamie Lannister na egipskim tronie?
Nikolaj, znany wszystkim jako Jamie Lannister, wcielił się w rolę Horusa. Bóg niebios, sokole oczy i te sprawy. I powiem wam szczerze: bawiłem się świetnie, oglądając go w tej roli.
Może to dlatego, że po latach oglądania go w kostiumach i z mieczem w ręku, widok Nikolaja walczącego z egipskimi bogami wydawał mi się... naturalny? Jakby urodził się, żeby fruwać nad pustynią z metalowymi skrzydłami i sypać piaskiem po twarzy Sethowi.
Unpopular Opinion Alert!
Mam wrażenie, że w całym tym komputerowym szaleństwie i przesadzie, Nikolaj wniósł do filmu trochę... ludzkiego pierwiastka. Tak, wiem, bóg. Ale takiego ludzkiego boga. Z poczuciem humoru. Z iskrą w oku.
Bo umówmy się, fabuła była jaka była. Efekty specjalne - dyskusyjne. Ale Nikolaj próbował! I moim zdaniem dał z siebie wszystko.
Serio. Kto inny mógłby z takim wdziękiem wymachiwać mieczem w piaskownicy i narzekać na utratę wzroku?
"Cholera, gdzie moje oczy?" - to zdanie w jego wykonaniu brzmiało bardziej dramatycznie niż większość dialogów w "Grze o Tron" (prawie).
Może to kwestia niskich oczekiwań? Może po prostu lubię Nikolaja? A może po prostu wszyscy byliśmy zbyt zajęci krytykowaniem wszystkiego innego, żeby docenić jego starania?
Dajmy szansę Horusowi!
Nie mówię, że "Bogowie Egiptu" to film obowiązkowy. Ale jeśli szukacie czegoś lekkiego, niezobowiązującego i chcecie zobaczyć Nikolaja Coster-Waldau w nietypowej roli, to dajcie mu szansę.
Może i film jest "zły". Ale Nikolaj...Nikolaj jest dobry. Bardzo dobry! A przynajmniej mnie się tak wydaje.
No i powiedzcie sami, czy nie chcielibyście zobaczyć sequela? "Bogowie Egiptu 2: Zemsta Horusa z Soczewkami Kontaktowymi"? Ja tak!
Kto jest ze mną?
