Natalie Portman Thor Love And Thunder
No dobra, ręka do góry, kto był totalnie zachwycony, kiedy Natalie Portman wróciła jako Jane Foster w Thor: Love and Thunder? No właśnie, widzę las rąk! I wiecie co? Ja też!
Kto by się spodziewał?
Pamiętacie Jane? Ta urocza astrofizyczka, która skradła serce naszego boga gromu? No dobra, może przez chwilę trochę o niej zapomnieliśmy, ale powrót był spektakularny. I to nie tylko powrót, ale całkowita metamorfoza! Z delikatnej Jane zrobiła się... no właśnie, Mighty Thor! I to z Mjolnirem w ręku, który, powiedzmy sobie szczerze, trochę się postarzał, ale wciąż potrafi nieźle narozrabiać.
Zakochać się od nowa (w Thorze i Jane)
Możemy dyskutować o fabule, o tym, czy komedia pasowała do mrocznych klimatów, ale jednego nie można odmówić: chemia między Natalie Portman a Chrisem Hemsworthem była po prostu... piorunująca! Oglądanie ich interakcji, tej szalonej kombinacji flirtu i walki ramię w ramię, to była czysta przyjemność. To tak, jakby spotkać swojego crusha ze szkoły po latach, tylko że ten crush ma teraz boskie moce i młot, który reaguje na jego myśli.
I ta transformacja Jane! Nagle okazuje się, że potrafi władać Mjolnirem lepiej niż Thor, ma super-siłę i super-wytrzymałość. Serio, kto by pomyślał, że taka cicha myszka może się zmienić w superbohaterkę z prawdziwego zdarzenia? To tak, jakby twoja koleżanka z pracy, która zawsze zamawia latte z sojowym mlekiem, nagle zaczęła podnosić samochody jedną ręką.
Nie tylko ładna buzia, ale i siła!
Natalie Portman pokazała, że jest nie tylko świetną aktorką dramatyczną, ale też potrafi bez problemu wcielić się w rolę superbohaterki. Jej Mighty Thor była silna, odważna, ale też miała momenty słabości, co czyniło ją postacią bardzo ludzką i relatable. Nawet jeśli mówimy o bogini z kosmosu.
I ta scena, kiedy rozbija Mjolnira, żeby pokonać Gorra... No dobra, może trochę przesadzam, ale miałam gęsią skórkę! To było takie "Girl Power!" w najlepszym wydaniu. To tak, jakby Natalie Portman w pojedynkę uratowała cały wszechświat! (Okej, może z małą pomocą Thora i Valkyrii, ale i tak to ona błyszczała).
Co dalej?
No i teraz pytanie, które zadaje sobie każdy fan Marvela: czy zobaczymy jeszcze Jane Foster w akcji? Ja trzymam kciuki, żeby tak! Natalie Portman udowodniła, że zasługuje na więcej czasu ekranowego i że ma w sobie potencjał na jeszcze jedną, jeszcze lepszą odsłonę Mighty Thor. Może jakiś spin-off? Albo kolejna część Thora, w której Jane przejmuje pałeczkę na dobre? Można pomarzyć, prawda?
Nawet jeśli nie, to i tak będziemy pamiętać jej występ w Thor: Love and Thunder. Bo pokazała nam, że nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji można znaleźć w sobie siłę i stać się kimś więcej, niż ktokolwiek się spodziewał. A to, umówmy się, jest całkiem niezła lekcja, którą możemy zabrać ze sobą do codziennego życia. Nawet jeśli nie mamy magicznego młota.
Dzięki, Natalie Portman, za pokazanie nam, że bycie superbohaterem to nie tylko moc, ale i serce!
