Jak Zbudować Prostownik Do ładowania Akumulatorów
No dobrze, powiedzmy sobie szczerze. Po co kupować prostownik, skoro… no właśnie, można samemu pokombinować? Nie mówię, że to rozsądne. Ale czy robienie popcornu w garnku to rozsądne, skoro jest mikrofalówka? No właśnie! A satysfakcja?
Potrzebne "Narzędzia"
Pierwsza sprawa: transformator. Duży. Taki z duszą. Może gdzieś się wala stary zasilacz od pralki Frania? Albo od ruskiego magnetofonu, co to grał tylko "Kalinkę"? Idealnie. Ważne, żeby dawał napięcie niższe niż 18V. Chyba nikt nie chce smażyć akumulatora, prawda?
Potem diody prostownicze. Cztery sztuki. Wyglądają jak takie małe walce. Muszą być mocne, bo przez nie popłynie sporo prądu. Można wyrwać z tego samego zasilacza, co transformator. Recykling to podstawa!
I teraz unpopular opinion: opornik. Tak, wiem, niby niepotrzebny. Ale wiesz co? Ja lubię, jak coś się nagrzewa. Daje takie… poczucie bezpieczeństwa? Ograniczy prąd ładowania. Żeby akumulator nie eksplodował. To w sumie też jest poczucie bezpieczeństwa.
Acha, i amperomierz. Żeby wiedzieć, co się tam dzieje. Chociaż… można też po prostu dotknąć kabli i sprawdzić, czy szczypie. Tylko potem nie mówcie, że nie ostrzegałem.
Montaż, czyli Sztuka i Nauka
Schemat? Jaki schemat? Mamy transformator, diody, opornik i amperomierz. Trzeba to jakoś połączyć. Metodą prób i błędów. Serio. Nikt nie rodzi się z instrukcją prostownika w głowie. Najpierw transformator daje prąd na diody. Diody prostują. Potem opornik się grzeje. A amperomierz pokazuje, że coś się dzieje. Proste, prawda?
Zanim podłączysz do akumulatora, sprawdź napięcie wyjściowe! Zbyt wysokie to bum bum!
No dobra, trochę poważniej. Diody łączymy w tzw. mostek Graetza. Wujek Google pokaże, jak to zrobić. Naprawdę nie będę tłumaczył. Chodzi o to, żeby prąd płynął tylko w jedną stronę.
Obudowa. Czyli gdzie to wszystko upchnąć?
Pudełko po butach? Stara puszka po farbie? Skrzynka na narzędzia sąsiada (żartuję… chyba)? Wszystko się nada. Ważne, żeby było bezpiecznie. I żeby nie było widać kabli. Bo dzieciaki są ciekawe. A prąd nie lubi dzieci.
W sumie to dobrze by było, gdyby obudowa była wentylowana. Bo opornik będzie się grzał. I transformator też. I diody pewnie też. Ciepło oddycha.
I teraz najważniejsze: bezpiecznik. Koniecznie. Jak coś pójdzie nie tak, to on się spali. A nie akumulator. Albo dom.
Ostrzeżenia! Bo nikt nie lubi nudnych artykułów, ale bezpieczeństwo to podstawa. Serio.
Prąd zabija. Akumulator wybucha. Oparzenia bolą. Nie podłączaj prostownika do akumulatora w zamkniętym pomieszczeniu. Gazy są trujące. Nie dotykaj kabli gołymi rękami. No i przede wszystkim – jeśli nie wiesz, co robisz, to lepiej kup gotowy prostownik. Bo po co ryzykować?
Ale jeśli lubisz wyzwania, dym i zapach palonej elektroniki… to śmiało! Powodzenia!
