Five Nights At Freddy's Wszystkie Części

Dobra, posłuchajcie. Musimy pogadać o Five Nights at Freddy's. Serio, o wszystkich częściach. Przygotujcie się na kilka gorących opinii, które mogą sprawić, że niektórzy fanatycy rzucą we mnie pluszakami Foxy'ego.
FNaF 1: Klasyk, ale czy aż tak straszny?
No dobra, muszę to powiedzieć: pierwsza część FNaF jest… spoko. Tak, stworzyła legendę, zapoczątkowała całe to szaleństwo. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: po kilku razach schemat robi się przewidywalny. Patrzysz w kamery, zamykasz drzwi. Powtórz to 5 nocy (plus 6 i 7, brrr). Nie zrozumcie mnie źle, klimat jest super, ale czy naprawdę boimy się już tylko jumpscare'ów?
FNaF 2: Więcej animatroników, więcej chaosu!
Dwójka? No tutaj już się zaczyna zabawa. Więcej animatroników, brak drzwi (straszne, prawda?), maska Freddy'ego jako jedyna obrona. Tutaj Scott Cawthon naprawdę dał nam popalić. I te minigry! Zagadka Purple Guy'a zaczęła się na dobre. Może i trochę przekombinowane, ale przynajmniej nie nudne!
FNaF 3: Springtrap i horror w ogniu?
Trójka… no właśnie, jak ją zapamiętaliśmy? Paląca się atrakcja? Springtrap, jedyny prawdziwy wróg? Moim zdaniem, trochę niedoceniana. Może dlatego, że tylko jeden animatronik naprawdę nas ściga? Albo dlatego, że mechanika z naprawianiem systemów bywa frustrująca? Ale klimat ma niepowtarzalny. Smutny, wypalony, pokręcony.
FNaF 4: Koszmar w domu?
Okej, to tutaj robi się dziwnie. Dziecko, koszmary, mikrofony i... oddechy? FNaF 4 jest strasznie mroczny i zagmatwany. Mechanika z nasłuchiwaniem animatroników to strzał w dziesiątkę, ale czy fabuła nie jest już trochę zbyt skomplikowana? Dla mnie to taki średniaczek. Klimat spoko, strach jest, ale historia zaczyna się komplikować.
FNaF: Sister Location: Funtime i inne szaleństwa!
Sister Location to prawdziwy rollercoaster. Zupełnie inna mechanika, mówiące animatroniki (Baby, kocham Cię!), elementy skradanki… Tutaj Scott naprawdę zaszalał. I te zakończenia! Jedno lepsze od drugiego. Może trochę oderwane od oryginalnej trylogii, ale za to jakie świeże! Dla mnie? Jedna z najlepszych części.
Co dalej?
Potem mamy FNaF 6: Pizzeria Simulator (które zaskakująco jest horrorowym arcydziełem), FNaF: Help Wanted (VR? Super!), FNaF: Security Breach (open world FNaF? Interesujące!). FNaF AR: Special Delivery i wiele innych. Ale czy to jeszcze ten sam duch, co w pierwszej części?
I wiecie co? Myślę, że to dobrze. Seria ewoluowała, zmieniała się, eksperymentowała. Może nie wszystkie części są idealne, ale każda wniosła coś nowego do tego szalonego uniwersum. I za to ją kochamy (no dobra, boimy się, ale kochamy!).
Pamiętajcie, to tylko moja opinia. Możecie się z nią zgadzać, możecie ją hejtować. Ale jedno jest pewne: Five Nights at Freddy's to fenomen, który na stałe wpisał się w historię gier wideo. I choćbyście się zakrywali maską Freddy'ego, i tak wiecie, że czasem sprawdzacie, czy Foxy nie czai się za rogiem. 😉







