Fast And Furious Tokyo Drift English Full Movie
Okej, przyznaję. Może to dziwne. Może kontrowersyjne. Ale muszę to powiedzieć na głos. Fast and Furious: Tokyo Drift to... hmm... całkiem spoko film.
Zaraz, zaraz, Tokyo Drift? Serio?
Wiem, wiem. Słyszałem te wszystkie dowcipy. O Sean Boswell, czyli o zagubionym chłopcu z Ameryki, który nagle staje się królem driftu w Tokio. O tym, że fabuła jest... powiedzmy... uproszczona. I o tych wszystkich neonowych światłach. Ale posłuchajcie mnie przez chwilę.
Może i historia jest trochę naciągana. Może i Lucas Black wyglądał jakby miał 30 lat, udając nastolatka. Ale hej! Mamy Tokio! Neonowe światła! I samochody! Dużo, dużo samochodów robiących... drift!
Drift, drift, drift!
Bo właśnie o to chodzi. O ten drift. O ten spektakl. O tę całą kulturę tuningowanych aut, o której wtedy, jako nastolatki, tak bardzo marzyliśmy. Pamiętacie te wszystkie programy o tuningu? I te gazety? Tokyo Drift to była esencja tego wszystkiego, tylko na sterydach.
Prawda jest taka, że Tokyo Drift wprowadził do serii coś nowego. Coś, co później zaczęło procentować. Ten specyficzny styl, ta muzyka, te wyścigi... to miało swój urok. I nie mówcie, że nie mieliście wtedy ochoty nauczyć się driftować. Ja miałem! (I nadal mam, ale budżet mi nie pozwala).
A soundtrack? No halo! Kto nie kojarzy „Tokyo (The Fast and the Furious)” Terror Squad? Klasyka!
Unpopular Opinion? I don't care.
Może i to jest moja unpopular opinion. Może i fani Vin Diesela i jego rodziny mnie zlinczują. Ale uważam, że Tokyo Drift zasługuje na trochę więcej uznania. To taki guilty pleasure. Film, który oglądasz i wiesz, że nie jest arcydziełem kinematografii, ale bawi cię jak cholera.
Pomyślcie o tym. Bez Tokyo Drift nie byłoby późniejszych powrotów Hana. A bez Hana... no właśnie! Byłoby smutno. Poza tym, zobaczcie, to był film, który pokazał, że seria może iść w różnych kierunkach, eksplorować nowe kultury i style.
Dobra, dobra. Kończę już. Wiem, że pewnie się nie zgadzacie. Ale jeśli kiedyś najdzie was ochota na lekki, głupiutki i widowiskowy film akcji, dajcie Tokyo Drift szansę. Może i wam się spodoba. A jeśli nie... to przynajmniej będziecie mieli o czym ze mną podyskutować.
P.S. I nie zapominajcie o tym, że to tam po raz pierwszy pojawił się Dominic Toretto w scenie po napisach! To coś znaczy, prawda?
"Życie jest proste. Dokonujesz wyborów i nie oglądasz się za siebie." - Coś tam, chyba Han. Mądre słowa.
