Call Of Duty World At War Nie Chce Się Uruchomić
No dobra, ręka do góry, komu World at War nie włącza się, kiedy najbardziej tego potrzebuje? Bo u mnie to norma! Chcesz powrócić do tych klimatów, rozwalić parę czołgów, usłyszeć ten charakterystyczny dźwięk karabinu, a tu… kicha. Gra uparcie odmawia współpracy. Znam to aż za dobrze.
Zaczyna się od niewinnego kliknięcia ikonki na pulpicie. Czekasz. Patrzysz. Nic. Zero reakcji. Jakby komputer stwierdził: "Eee, dzisiaj nie mam ochoty na wojnę. Znajdź sobie inne zajęcie, np. posprzątaj pokój". Sprzątanie pokoju? Serio? Kto w obliczu takiej batalii w ogóle myśli o sprzątaniu?
"Odpal się, no!" – Czyli słówko o uparciuchach
Pamiętam jak dziś, kiedy próbowałem odpalić WaW przed wizytą kumpla. Plan był prosty: wspólnie wracamy do starych dobrych czasów, siejemy spustoszenie w szeregach wroga, a wszystko to okraszone nostalgią i pizzą. Pięknie, prawda? No ale gra miała inne plany. Klikałem, klikałem, klikałem… i nic. W końcu zacząłem ją błagać. Tak, dobrze czytacie. Błagałem grę komputerową. Do czego to doszło!
Próbowałem wszystkiego. Restart komputera? Check. Aktualizacja sterowników? Check. Przekleństwa? Eee… check, check, DOUBLE CHECK! I nadal nic. Ta gra była bardziej uparta niż osioł w deszczowy dzień.
Magiczne sztuczki i inne cuda
W desperacji zacząłem szukać rozwiązań w internecie. Fora, poradniki, filmiki na YouTube… pochłonąłem tonę informacji. Okazało się, że nie jestem sam. "Call of Duty: World at War nie chce się uruchomić" – to chyba najczęściej wyszukiwana fraza w historii gier. Okazało się, że czasami wystarczy uruchomić grę jako administrator. Czasami pomogło wyłączenie antywirusa (ryzykowna sprawa, ale w imię WaW można się poświęcić, no nie?). A czasami… po prostu trzeba było czekać. Tak, czekać aż gra łaskawie zechce się odpalić. Jakby to ona ustalała, kiedy jest dobry moment na wojnę.
"Cierpliwość jest cnotą… szczególnie, gdy próbujesz uruchomić World at War."
Koniec końców… zwycięstwo?
Po godzinach walki (nie tylko w grze, ale i z samym komputerem), WaW w końcu zaskoczył. Euforia była ogromna. To uczucie, kiedy słyszysz ten pierwszy strzał, widzisz menu… bezcenne. Czułem się jakbym wygrał wojnę. Z maszyną! I wiecie co? Zagrałem z kumplem. Pizza była pyszna. Nostalgia się wylała. I wszystko było tak, jak powinno być. Do czasu następnego razu, kiedy World at War znów postanowi mnie wystawić na próbę.
No ale cóż… taki już urok tych starych, kultowych gier. Mają swoje humory i kaprysy. Ale kiedy już działają… to magia! Więc nie poddawajcie się, drodzy gracze. Walczcie! Kombinujcie! Przeklinajcie (ale z umiarem)! I w końcu uda Wam się odpalić tę naszą ukochaną WaW. Powodzenia!
