UA-62646839-1
List

Kolacja była pyszna: zacząłem od rozmoczonego chleba i wiedeńskiego cięcia, żona wolała gotowankę na małym ogniu i patelnię z dwoma uchwytami. Na koniec żona zdecydowała się na poderwanie w górę, a ja wybrałem przypalony krem.

Jeśli brzmi to bardziej jak opis średniowiecznych tortur niż romantyczna (choć mocno eklektyczna) kolacja, to dlatego, że nazwy potraw zostały sumiennie przetłumaczone. Taka decyzja tłumacza byłaby oczywiście nonsensem: nazwy takie jak gazpacho, sznycel, bouillabaisse, paella, tiramisù czy crème brûlée mają wprawdzie pewne znaczenie w oryginale, jednak odkąd stają się częścią międzynarodowej kultury kulinarnej, wrastają w inne języki we własnej formie i ich tłumaczenie nie ma sensu, tak jak nikt o zdrowych zmysłach nie tłumaczyłby nazw polskich deserów – np. “murzynek” czy “pascha”, jako Little Black Boy czy Passover.

(Mówię “nikt przy zdrowych zmysłach”, ale ta kategoria najwyraźniej nie obejmuje tłumaczy menu w wielu polskich restauracjach, które obfitują w różne przetłumaczone na siłę potworki).

Oczywiście problem nie ogranicza się do potraw. Początkujący tłumacze wiedzeni zapałem często próbują przekładać na język angielski nazwy ulic (tak “ulica Nowy Świat” staje się “New World Street”) czy nazwy własne, np. klubów piłkarskich albo restauracji. Dlatego zanim cokolwiek przetłumaczymy, zastanówmy się, jaki jest przyjęty zwyczaj oraz czemu ma służyć tłumaczenie.


Tłumacząc, zawsze stawiaj się w sytuacji czytelnika i pytaj – czego mu potrzeba? Jeśli przetłumaczymy mu nazwę restauracji czy potrawy, czytelnik będzie wiedział, co to znaczy, ale co mu z tego, że jakaś restauracja jest dobra (albo potrawa ciekawa), jeśli nawet nie wiadomo, co to takiego i gdzie tego szukać w Wikipedii, na BigOven, Tripadvisorze, Google Maps itd.

Oczywiście nazwa restauracji może być cenną wskazówką. Dla obcokrajowca prawie każda polska nazwa będzie brzmieć niezrozumiale, ale czasem łatwiej dokonać wyboru, wiedząc, co kryje się pod nazwami Chłopskie Żarcie czy Biały Dworek. Tak samo nazwy potraw bywają ciekawe i sugestywne. Jednak ich treść jest tylko informacją dodatkową. Jeśli miejsce na to pozwala, a znaczenie jakiejś nazwy uznamy za istotne, możemy dodać wyjaśnienie. Czytając o włoskich deserach, przyjemnie się dowiedzieć czegoś w stylu “ciasteczka ossa dei morti, czyli dosłownie “kości zmarłych””, albo znaleźć w nawiasie krótkie wyjaśnienie w stylu “kwaśnica (sauerkraut soup)”.

Jednak istotne nazwy, zwłaszcza własne – takie jak nazwy firm, produktów itd. – pozostawiamy najczęściej bez tłumaczenia.


Osobnym światem są tu nazwy geograficzne. Na ogół ich nie tłumaczymy – pamiętamy, jakie poruszenie wywołało Apple, kiedy nowe mapy w ajfonach zaczęły podawać Las Kabacki jako Laska Bacci, Port Lotniczy im. Fryderyka Chopina jako Warsaw Frederic Chopin Lufthavn i tak dalej.

[Nawiastem mówiąc, zapewne była to kwestia automatycznego tłumaczenia z polskiego na obcy i z powrotem na polski, bo takim sposobem często osiągamy efekt znany ze starej anegdoty, gdzie zdanie the spirit is willing but the flesh is weak (duch jest ochoczy, ale ciało słabe) przetłumaczone przez komputer na rosyjski i z powrotem na angielski rzekomo zmieniło się w the vodka is strong but the meat is rotten (wódka jest mocna, ale mięso zepsute) – to pewnie nieprawda, ale se non è vero, è bon trovato].

Jednak nawet tu musimy znać przyjęte zasady i konwencje. Choć większość nazw pozostawiamy w spokoju, czasami zwyczajowo spolszcza się ich pisownię (np. Waszyngton czy Nowy Jork), czasami tłumaczy się je wg polskich konwencji (np. Asyż zamiast Assisi, Moguncja zamiast Mainz, Akwizgran albo Aachen zamiast Aix-la-Chapelle, Bawaria zamiast Bayern itd. – tu pomocna bywa Wikipedia w różnych wersjach językowych, np. porównaj tu, tu i tu), a czasami dodaje się małe wyjaśnienie, które cudzoziemcowi będzie niezbędne, np. Jezioro Erie zamiast Lake Erie, wieś Watapanga zamiast Watapanga, jaskinie Waitomo zamiast Waitomo itd.




(c) Piotr Szymczak 2013

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

  Posts

1 2 3 8
November 7th, 2014

Czy film nauczy Cię języka? A jeśli nie, to co nauczy?

#110627640 / gettyimages.com Pod jednym z wpisów pojawił się komentarz z pytaniem, jak się uczyć języka w praktyce: “Powiedzmy, że […]

September 17th, 2014

Anglistyka (i ja) na Festiwalu Nauki w Warszawie!

#171385158 / gettyimages.com Zbliża się Festiwal Nauki, w którym nasz Instytut Anglistyki UW wystawia piekielnie silną reprezentację! Festiwal ma z […]

July 2nd, 2014

Nagroda w konkursie Inspiration for Tomorrow

#466843081 / gettyimages.com Chciałem się pochwalić, a przy okazji podziękować studentom, których głosami wygrałem tegoroczny konkurs Inspiration for Tomorrow w […]

March 8th, 2014

Dzień Kobiet!

February 18th, 2014

Wywiady z tłumaczami (języki różne), fanpage z ciekawostkami anglistycznymi

Czytelniczka bloga (była studentka, a teraz  koleżanka) podsunęła mi link do serii podcastów w języku polskim z programu Tłumacz/ka w […]

February 14th, 2014

Miłego świętowania!

February 10th, 2014

Ekwiwalencja w przekładzie…

January 31st, 2014

Podcasty, wywiady, sławni znajomi

Od początku prowadzenia bloga zbieram się do porządnego wpisu o doskonałej technice nauki języka, jaką są podcasty, a tymczasem wyprzedziła […]

January 16th, 2014

Anglistyczny zespół do spraw zmagań z ideologią gender

W kole przekładu literackiego na warszawskiej anglistyce zorganizowałem konkurs, żeby wyłonić dziewiątkę tłumaczy pracujących nad przekładem opowiadań Oscara Wilde’a. Konkurs […]

December 15th, 2013

Jakość tłumaczenia literackiego

Jak pisałem, w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego tworzy się koło przekładu literackiego – razem ze studentami przetłumaczymy i wydamy baśnie […]